Wysłany: 2005-01-19, 00:38 Uśmiercanie na sesjach??
Mam takie pytanie i chce poruszyc temat prowadzenia- a mianowicie, jak widzicie idee usmiercania postaci na sejsach?? Bo jak na razie gramy w wersji wyjątkowo lekkiej, MG są bardzo wyrozumiali a wszyscy maja spory kredyt zaufania.
Czy np, jezeli mamy teraz ukształtowany i sztywny system walki to nalezy go stosowac?? To znaczy, czy jezeli okaze sie ze ktos umiera to dac mu umrzec, czy udawac, ze sie nei pamieta o krwawieniu i przeciagac rundy w nieskonczoność?? Pozawalac na samocyrulikowanie sie postaciom w ciężkich pancerzach?? I tak dalej..
Bo wiecie z jednej strony szkoda zabijac postacie, bo gracze z czasem sie w nie wczuwają i powstaja zarzyłosci miedzy nimi i tak dalej, ale z drugiej jezeli jest za duzo swobody to ludzie zaczynają przeginać. Ja np ostatnio czuje sie bezkarnie. Grając u radka czy trolla wiem, ze jezeli nie zrobie czegos głupiego to własciwie nie mam szans umrzeć. Nie musze sie obawiac walk, bo najwyzej zostaniesz powalony i jakos przezyjesz, skonczy sie np na setkach złamań, z których nic nie wyniknie bo na nastepnej sejsi sie o tym zapomni. Nie musze martwic sie jezeli nie zgine na miejscu, bo nikt nie uznaje takich rzeczy jak powikłania, zakazenia i choroby. Doszło już do tego, ze przestałem podnosic BC bo i po co??
Wiec pytam- jakie jest wasze zdanie na ten temat- czy chcemy grac wersje łatwą, gdzie umiera sie od wchodzenia w płynny chrom, z reki innego gracza i czasami krytyka, czy chcemy nabrac troche wiecej realnosci?? Bo moje zdanie jest takie, ze chciałbym jednak troche tego poczuć, bo dzieki temu pojawia sie element ryzyka i gra nabiera tempa, a i przezycie moze czasami stanowic problem. Czekam na komentarze
_________________ Bo u nas w Rottenpile to nawet lekarz zdrowego wpędzi do grobu....
"Obetnij mu nogi!! Przydadzą sie do stołu!!"
"W leprozorium to jest jak u kucharza- flaki to nasza specjalność"
Wieki, wieki, wieki mijają, ludzie rodzą sie i umierają- elfowe przysłowie
Jak dla mnie trzeba bardzo delikatnie podchodzic to tego tematu. Ideałem jest, żeby postać gineła wtedy, kiedy tak wypada z zasad, ale jednocześnie przy zachowanym umiarze przez MG w kwestii kreowania różnych niebezpiecznych sytuacji.
Znaczy to mniej więcej tyle, że kiedy z rzutów i sumy krwawiena wypada, że postać powinna nie żyć, to niech zdycha. Trzeba tylko uważać, jak się do tego doprowadziło jako MG.
Inna para kaloszy jest, ze gdy mi, jako MG jakas postac i jej odgrywanie ardo sie podoba, bede ja czesciej oszczedzal, niz postac, ktora ni jak pasuje mi do mojej wizji swiata...
Trzeba jeszcze ustalic, co nazywamy robieniem czegos glupiego. Jak dal mnie np w takie sytuacji, jak ostatnio, kiedy postac parycjai probowala robic dziwne akrobacje w scisku bitwy, powinna szybko zginac dla dydatkycznego przykladu. Lub np kiedy jakis gracz sam na wlasne rzyczenie wyzwie jakiegos npc-a na pojedynek. Co innego, gdy w takim zgielku bitwwnym, gracz zachowuje sie normalnie, ma zbroje siecze na lewo i na prawo, ale ruty mu nie poszly - wtedy ewentualnie ozna go oszczedzic dla przyszlych pokolen.
Moja jubileuszowa sesja więc byłem łagodny (hmm właściwie to zazwyczaj jestem) ale nie liczcie na to ,że będe oszczędzał kogoś dla zasady.Oczywiście głupota to czysto subiektywne w oczach MG,ale uprzedzam ,że jeśli zobaczę jakieś to będzie papa...
W kwestii Patrycji to w bitwach często szczęście zadecyduje czy przeżyjesz.Uważam ,że to co zrobiła nie było aż tak nierozważne jak się sądzi.Gdyby siedziała na koniu to od razu została by ścięta bez możliwości jakichkolwiek uników-zbroja by nie pomogła ,a tak szybko znalazła się na ziemi gdzie mogła manewrować.Oczywiście w bitwie na wiekszą skale to nic by nie pomogło...
_________________ Uśmiech nic nie kosztuje,a jest bezcenny.
Hydraulik Warszawa
Wiesz nie grałem z wami w sesje i pewnie nie zagram ze względu na odległość, ale z tego co się orientuję, to ktoś w zamęcie bitwy (walki, ale armia na armię), to ktoś kto został powalony na ziemię w bitewnym ścisku, miał bardzo nikłe szance przeżycia, a co dopiero wstania na nogi i dalszej walki. Wczęśniej by taka postać została zadeptana, a przynajmniej zraniona dotkliwie, może nawet jakieś kości połamane. Zbroja pewnie też by nie wiele pomogła, może by powstrzymałą wylanie się z niej większych zgniecionych kawałków ciała, jeśli by była tylko szczelna.
Zgadzam się w zupełności.Ona zeskoczyła z konia.Kiedy potem już została ścięta i powalona na ziemię przeżyła tylko dzięki temu , że miała Wielkiego Szczęściarza :twisted:Jeśli Cię interesuje więcej szczegółow z tej sesji doradzam przeczytać relacje z pola bitwy.
_________________ Uśmiech nic nie kosztuje,a jest bezcenny.
Hydraulik Warszawa
Wiek: 26 Dołączyła: 12 Sie 2004 Posty: 640 Skąd: Venus
Wysłany: 2005-02-01, 00:46
Kedaar napisał/a:
Trzeba jeszcze ustalic, co nazywamy robieniem czegos glupiego. Jak dal mnie np w takie sytuacji, jak ostatnio, kiedy postac parycjai probowala robic dziwne akrobacje w scisku bitwy, powinna szybko zginac dla dydatkycznego przykladu. Lub np kiedy jakis gracz sam na wlasne rzyczenie wyzwie jakiegos npc-a na pojedynek. Co innego, gdy w takim zgielku bitwwnym, gracz zachowuje sie normalnie, ma zbroje siecze na lewo i na prawo, ale ruty mu nie poszly - wtedy ewentualnie ozna go oszczedzic dla przyszlych pokolen.
Tak naprawdę sprawa wyglądała tak ze postać która nie ma zbroi w walce z konnymi rycerzami nawet sama będąc konno niespecjalnie ma szanse. Jedynym co przyszło mi do głowy przy tym jaka była moja psotać było by dostać się na obrzeże bitwy i z pozycji " gdzieś z boku miedzy drzewami" bić tych co są po bokach...jako ze konno nie dalam rady tego zrobic bo koń był miedzy innymi końmi próbowałam tego dokonać wykożystując nadnaturalne zdolności takie jak akrobata, woltyżerka, zwinność 8 < dla niewtajemniczoncyh, max jaki moze mieć człowiek w świecie Dergastu i to z nadnaturalem bo normalnie max to 7> oraz 150 wzrostu i 40 kilo wagi.
Doszlam do wsniosku ze lepiej jest próbować ratować się jakoś tym co się umie i przeslizgnąć jakoś miedzy ludźmi i końmi < bo było tam na tyle miejsca by 3 lkudzi w zbrojach stanelo dokola mnie w półkolu i jeszcze machało mieczami nie trafiając w zadne postronne konie/osoby > na brzeg gdzie bede w miare skuteczna w walce i w miare bezpieczna.
Moze nei było to najgenialniejsze posunięcie z perspektywy zakutego w zdbroje zakapiora, ale z perspektywy małej zwinnej i szybkiej jak cholera kobiety owszem. Siedząc na koniu bez żadnego opancerzenia zaraz usłyszałabym " Patrycja 50 tnących w plecy" po czym powiedziałabym papa schodząc na miejscu:P
(i plis chlopaki ja sie z wami nie kluce bo czasami moje posty sa odbierane jako agresywne ale nie mam takiego zamiaru i nie zrozumcie tego zle ok? )
sądzilam te takie rozwiazanie zapewnia mi z wszystkich opcji najwieksze szanse przezycia i bede tego bronić
_________________ "....Guys.....where are we?"
(\ /)
( ._.)
(")(")
--------------------
The Other Side
--------------------
Rirliel !
--------------------
Ja cię nawet rozumiem Pati, moje postacie też kiedys odwalały takie numery ale wyjście conajmniej raz na bitwę, w tłoku i dostawanie niechcący od wszystkiego z boku albo próbowanie ustać w szergu z Liga pod Komendą Tomka Sz. jest bardzo pouczające wtej i jeszcze w paru kwestiach. Niewtajemniczonym polecam;)
Oczywiście Patrycjo.Ja nie mam zamiaru się kłócić.Ten post napisałem ponieważ uznałem wypowiedź kolegi (nie znającego tematu ) za wymagającą wyjaśnienia.A co do 50 w plecy to masz racje (cóż szarża na ciężko opancerzonych rycerzy w zbroi skórzanej to samobójstwo).
_________________ Uśmiech nic nie kosztuje,a jest bezcenny.
Hydraulik Warszawa
Wiek: 26 Dołączyła: 12 Sie 2004 Posty: 640 Skąd: Venus
Wysłany: 2005-02-02, 14:20
Saper jatego nie doświadcze, ja wole w bezpiezcnej odległości od bitwy chowac się za armatą jezeli juz oczywiscie znajde sie akoorat w poblizu jakiejś bitwy:P
Ale zrobienie na sesje szalonej markietanki z obsługa armat i własną bombardą to by bylo przegiecie i nikt by mi nie pozwolił czyms takim grac niestety:P
_________________ "....Guys.....where are we?"
(\ /)
( ._.)
(")(")
--------------------
The Other Side
--------------------
Rirliel !
--------------------
Jak by nie pozwolili to same byśmy se pozwoliły.
Wyobraż sobie niepozorny wóz cygański zaprzężony w 2 konie, na kożle dwie baby w kolorowych szmatkach i szyld "Wróżenie z ręki", a na wozie pod stertą derek 2 malutkie bombardki. Pod ręką nieodzowna hakownica. I jedziesz walduś najemny i zakamuflowany wóż wróżniczo-bombardujący. Przydatny na każdej bitwie gdzie dobrze płacą.
Ksieciunio zadal pytanie dawno temu i pewnie juz jest na nie odpowiedz w postaci praktyki przez te pare lat. Jedyno co moge dodac od siebie to jak ja to rozwiazuje przez n+1 lat prowadzenia:
1.Dlaczego nie nalezy dac graczom zyc:
gracz szybko zaczyna sie orientowac, iz zrzadzenia losu odpychaja niebezpieczenstwo od niego, zaczyna robic rzeczy ktore z punktu widzenia owladnietego boskimi protekcjami herosa sa normalne (sample: bohater samotnie natrafia na rytual lesnych orkow ktore pochwycily jakas mloda niewiaste i rozpalaja ogien pod stopami przywiazanej do pala, krzyczacej w rozpaczy kobiety, bohater wykrzykuje: W IMIE BOGA SLONCA! i rzuca sie na caly oddzial tnac na lewo i prawo, gdzies w zgielku zostal raniony, z plecow wystaja dwie brzechwy strzal a on opierajac sie na ociekajacym wielkami strugami krwi mieczu spoglada sie w wykrzywionym bolem usmiechu na odwiazana niewiaste calujaca jego stopy i prosi by przestala i pomogla mu opatrzyc rany)
Gracz tego przykladu nigdy nie bedzie docenial zagrozenia i wyzwan, a co najgorsze z misji na misje bedzie sie w swej niemal-boskosci utwierdzal. GM w takich sytuacjach w pewnym momencie peka(jesli to taki stan rzeczy nie jest po jego mysli ) i zabija gracza ktory czuje sie oszukany przez swiat, nagle aura ochrony zostala zabrana, a on nic nie zrobil wyjatkowego w tym celu, gral jak zawsze, mowil jak zawsze, a gra nagle sie skonczyla.
2.Dlaczego nie nalezy zabijac graczy:
gracze dziela sie na trzy grupy,
- pierwsza to taka ktora podchodzi do rpg jak do komputerowki, jak zginie postac zrobia nowa, oczuwaja strate, ale nie rozumieja zauroczenia plastusiem, postaciakreowana w grze i przemysleniach pomiedzy, uwielbiaja grac, ale nie lamia sie gdy ginie im postac i szybko wskakuja w nowe cialo by bawic sie dalej. Czesto sa bardzo dobrymi graczasmi z tego wzgledu iz nie spogladaja z tesknota w przeszlosc za umarlymi bohaterami, i pieszcza aktualne cacko. tzw. Duch podroznika
- druga jest bardzo mocno przywiazana do postaci, emocjonalnie tak dziko wiaze sie z wyimaginowana postacia, jest latwy do prowadzenia dla GM gdyz kiedy zauwazysz jakie rzeczy sa jego glownymi zyciowymi celami mozna swobodnie nim manipulowac, wplatywac w rozne problemy etc. Sa rownie dobrymi graczami jak pierwsza grupa, a czasami nawet lepszymi, budujac osobowosc swojej postaci w pewnym momencie odciazaja GM w prostych sytuacja dziejacych sie w ich poblizu (to ta grupa najczesciej odgrywaja minusy/obciazenia ktore dotycza ich postaci nawet jesli gm w zawirowaniach sytuacji po prostu o nich zapomina, bawia sie kazdym aspektem postaci i dla kreatywnych gm lubiacych improwizowac zawsze w grupie takich graczy znajdzie sie jakas zajawka do prowadzenia z miejsca). Osobiscie lubie prowadzic ta grupe , ich Duch stracenca oddaje sie grze na tyle mocno iz czuje sie spelniony jako ich gm.
- trzecia to grupa graczy-graczy, nie wiaza sie emocjonalnie z postacia, ale nie lubia robic nowych, to dla nich jak odpalanie gry od nowa, po co? dlazcego nie mozna grac po prostu dalej. Nie staraja sie odgrywac wielu aspektow postaci gdy mysla ze gm tego nie widzi. staraja sie oszukac wyniki na kostkach. To dla nich jak gra w karty - wygrywa najlepszy... niestety, lub razej na szczescie dla pozostalych dwuch grup rpg nie ma nic wspolnego z klasycznym pojeciem "wygrywania".
Wracajac jednak do pytania dlaczgo dac im zyc? Poniewaz dlugimi kampaniami mozna obudzic ducha w trzeciej grupie, czesto sa to poczatkujacy gracze ktorzy jeszcze nie widza pasji w rpg, ale to wlasnie zabawa ich maskotka ktora z sesji na sesje bedzie sie zmieniala odrobinke, rozwijala i wchodzila glebiej w polityke, stprawy malych i wielkich... to ich zacznie pasjonowac, zaczna odnajdowac sie w roli jaka graja od dluzszego czasu co w wypadku umierania zakonczylo by sie na stwierdzeniu rpg jest be bo w komputerowce jest Load. Dla pozostalych dwuch grup moge powiedziec tylko ze przeciez ideá rpg nie jest umieranie lecz zycie postaci. Nie chodzi o to by gracze przesowali po planszy swiata z sesji na sesje inna druzyne w jej prywatnym celu, by moc latwo pokazac ze caly swiat zyje. Pierwotnym celem rpg jest dobra zabawa, ktora w pierwszym przypadku przy zbyt duzej rotacji postaci zaczyna sie za bardzo przytepiac, w drugim przypadku gracze nawet robili sobie pol roku przerwy nie mogac zapomniec o umarlych z ta wyimaginowana postacia pasjach, a w trzecim rpg moglo spasc ponizej crpg, do ktorych wtedy wracali az nie trafili na kogos kto ich ponownie wciagnal w gre. Pamietajmy ze zabijanie zostalo wprowadzone do rpg w celu nadania mu smaku zagrozenia, nie by po prostu bylo.
3. Dlaczego nie nalezy isc zadna z wymienionych wczesniej sciezek
hmm tak dlaczego nie pozwalac graczom zyc jako bogowie - niesmiertelni wojownicy o dobro i sprawiedliwosc (czarodziejka z ksiezyca) ale zarazem jak ich nie zabijac by nie psuc zabawy, gdyz niestety smierc postaci tym jest. A zdoswiadczenia wiem ze jako gm nie odczuwa sie tego bolu jaki moze trawic gracza ktory wkladal duzo w postac ktora zginela, czasami po prostu glupio(nie mylic z glupoty) np gracz sie potyka, gm chce dac mu jakies losowe obrazenia wiec rzucamy... niestety obrazenia wyszly tak strasznie krytyczne(przerzut kilkukrotny) ze gdyby nie to iz obrazenia trafily w glowe(udezenie glowa o bruk) i failurem zakonczyly sie dwa rozsadne rzuty obronne postac mogla by przezyc... to bylo realistyczne,... ale gdzies zginela nam idea, tu chodzi o realizm ktory pomaga nam lepiej sie bawic, a nie surowa sprawiedliwosc bezdusznego losu. Inny przykald to jak moich dwuch graczy trenowalo miedzy soba doswiadczony potezny wojownik trenowal kompletnego laika - polelfa, niestety podczas zabawy jakos udalo sie o dziwo trafic wojaka ktory nie byl opancerzony, trafienie w krtan, obuch kija treningowego i wielkie zmniejszenia obrazen znowu na nic sie nie zdaly gdy sie okazalo ze gracz robi straszne przerzuty, rzuty obronne tez na nic... rok grania i taka smierc? Prowadzilem w polsce b. czesto nawet do 300 sesji na rok, praktycznie co dzien, mialem dziesiatki graczy w tym trzy grupy stalych fanow-graczy, wiec moge spokojnie powiedziec iz z wlasnego doswiadczenia mozesz rozkochac w sobie (miloscia gracz-GM) gracza ktory widzi, zna twoj autorski system na pamiec lepiej niz ty sam, bo studiuje pomiedzy sesjami by moc znowu cos nowego doplesc do tego wspanialego gobelinu postaci, wie ze ochlap przezycia i komplikacji jaki mu rzucasz jest bezcennym skarbem. Nie moze mowic, dusi sie przy oddechu i caly czas wyglada jak powaznie przeziebiony, oczywiscie zaraz po kilku tygodniowej rekonwalescencji jaka wogole pozwala mu chodzic. Cala druzyna teraz bedzie szukala na tyle dobrego chirurga by bezpiecznie mu pomoc, niestety chirurg ma problemy z... to kolejna przygoda, gracze z podkulonymi ogonami wpatruja sie w obrazek GM, srogiego wiec beda bardzo ostrozni od takiego zdazenia, ale tez laskawego, wiedza ze przygody ktore podsowa im sie pod nos sa dla nich. Zbytnie zabijanie moze doprowadzic do tego ze gracze beda sie bali w cokolwiek mieszac... przeciez wszyscy doskonale wiemy ze w graczach musi byc cos z e stracenca i z poszukiwacza. Natury jakie opisalem w poprzednim podpunkcie to szablony, oczywiscie w kazdym z graczy jest mieszanka w roznych proporcjach tych trzech natur, ale nie zabijajmy ich jesli nie zachowuja sie jak gbury ktore pyskuja czujac sie bezkarnie do ksiecia, a i wtedy mozna skazac ich na odciecie jezyka i wygnanie... moze postac bedzie palac nienawisica do jakiegos ksiecia, ale to tez material na przygody... wiele przygod. GM to bog fantastycznego swiata, ale gracze w przeciwienstwie do npc nie maja obowiazku chciec wejsc do tego swiata, wiec dajmy im skonczyc sesje z ciagle bijacym emocjami sercem, z pasja w oczach, niech podekscytowani opowiadaja sobie na wzajajem co sie stalo, niech kiedy pojawi sie nowy gracz to oni swoim zatraceniem w twoim stylu prowadzenia prowadza nowego gracza po tajnikach, niech oni karca gracza ktory zachowa nie nieodpowiednio badz podejmie zla decyzje, to jest naprawde piekne, wtedy tylko wsluchujesz sie jak przemawiasz ich ustami, jak rzucasz srogie spojrzenia ich oczami, jak smiejesz sie ich ustami, jak wymawiaja Mistrz Gry z szacunkiem, jestes w nich jako tworca i wtedy poczujesz co to rpg i jego najwspanialsza forma... bycie GM
Pozdrawiam
ps. oczywiscie samo odnalezienie zlotego srodka miedzy zyciem a smierca nie jest odpowiedzia na wszystkie pytania, bo bez dobrej fabuly i improwizacji nic nie bedzie, ale jest to napewno jedna z kluczowych spraw do rozwiklania podczas prowadzenia.
_________________ Lu' iner:
Lu jak lucyfer - niosacy swiatlo, lu jak luna blekitem wrzaca, lu jak lodowy skale zwiazany i tylko mrok przyjazny, kojacy...
gdzie sa te gorace slowa sprzeciwu, gdzie oklaski aprobaty, gdzie jablka rzucane na scene w mowiacego?? ludzie czy ktokolwiek to wogole czyta?
_________________ Lu' iner:
Lu jak lucyfer - niosacy swiatlo, lu jak luna blekitem wrzaca, lu jak lodowy skale zwiazany i tylko mrok przyjazny, kojacy...
JA to przeczytalem, ale zgadzam sie tylko w mniejszej czesci, a ze nie chce wywowlac wielkiej dyskusji, bo koniec koncow i tak wszystko w rekach MG, to i nic nie pisze.
no tak, po co wywolywac dyskusje skoro to forum... chyba musze wyjsc z bardziej prowokujacymi tematami....hmm biorac pod uwage ze minotaur to w polowie byk to moze sprubuje tak
PORUSZAM TEMAT SMIERTELNOSCI POSTACI ZALEZNIE OD RASY I PROFESJI
koor czerwony powinien zrobic swoje
mam nadzieje ze powiecie jak to wyglada z puktu widzenia kilku lat uzytkowania systemu, czy lepiej budowac klimatycznego wojownika z talentem kucharskim i ciagotami do szkicow i pisania powiesci wojennych, czy praktyczne konstruowanie postaci sie sprawdza w przezywalnosci znacznie bardziej?(wojownik z talentem bojowym, obsluga kuszy i sztuka przetrwania) a moze max w 1-2 cechy??
_________________ Lu' iner:
Lu jak lucyfer - niosacy swiatlo, lu jak luna blekitem wrzaca, lu jak lodowy skale zwiazany i tylko mrok przyjazny, kojacy...
W Dergascie wszystko zalezy od MG. U jednego zrobisz klimatyczna postac ktora bedzie zyla latami, bo jest fajnie odgrywana, zagrasz od drugiego i zginiesz od ogrynskiej piesci podczas przypadkowej bojki w karczmnie, bo ogryn byl silny a ty miales malo BC...
Ja moge mowic tylko za siebie. U mnie klimatyczne postacie, o ile sa w klimacie ktory ja tez czuje ( to bardzo wazne!) z reguly sa bardzo dlugowieczne. Postacie ktore sa szybkie, zwinne i odporne, brykaja, brykaja przez pare sesji, po czym zazwyczaj spotykaja wieksza rybe (lub badz bardzo duzo takich malych rybek).
Czasami zdaza sie ze postac laczy obie idee - jest mocno praktyczna i przypakowana ale i z klimatem. Wowczas i pobryka sobie i pozyje dlugo.
Niemniej zazwyczaj nie mam litosci dla bledow Graczy. To silniejsze o de mnie
Znaczy to tyle, ze jesli druzyna gra zespolowo, i jeden albo dwoch czlonkow zrobi cos glupiego, przez co wszyscy maja przesrane, to.. wszyscy maja przesrane.
Tutaj odgrywam zazwyczaj surowy, konsekwenty swiat i rzadko daze do uratowania postaci na sile. Jesli np same postacie sie wpakuja w kabale, ktorej efektem jest wyrok przez powieszenie, to jesli same sie z tego jakos nie wywina, prawdopodobnie przygoda skonczy sie scenka z szubienica i dyndajacymi bohaterami...
Osbna kwestia jest gdy druznya gra przeciwko sobe (dosc czeste na moich sesjach). Wowczas takze, jesl ijeden gracz chce zabic drugiego, to w zaden sposob w to nie ingeruje, staram sie jedynie obiektywnie rozpatrzec sytacje.
Trzeci przyapdek, nad ktorym staram sie rpacowac, ale idzie topornie. To jedyny przypadek, w ktorym sam jako MG uznaje, ze postac nie musial koniecnzie zginac. Chodzi o sytacje, kiedy to ggracz tak zakrecil fabula ze np wszsycy przeciwnicy seji spotali go w jednej sali. Albo np wszedl naraz we wszytkie rpzewidziane pulapki. Coz, jak dal mnie mistrostwem jest wtedy wyciagnac psotac z tej historii tak, aby czula ze ledow to przezyla i nie bylo zadnej ingerencji MG. Ale to trudne, dlatego czesto postacie koncza w piachu.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach